12.10.2014

Nuna - she is so crazy, he is sweetie boy?!

  Z dedykacją dla mojej mamy - bez niej nic by się nie udało ♥
***********************
  Blondynka siedziała na przeciw szatyna o ziemistej skórze i bałaganem na włosach. Sama dziewczyna miała na głowie ogromny lwi łeb z godłem Gryffindoru na boku. Luna Lovegood, sama przynależała do Rowenclavu, ale od wielu lat kibicowała Gryfonom.
  Był też ktoś, kto ją obserwował. Czekoladowe oczy śledziły każdy jej ruch, każdy krok. Ich właścicielem był Neville Longbottom. Rodzice Neville'a byli torturowani przez największą zwolenniczkę Czarnego Pana, a mianowicie: przez Bellatriks Lestrange. Kobieta ta, nękana wariactwem przekazywanym z babki na prababkę torturowała ich, żeby wydobyć informacje. Sam-Wiesz-Kto bowiem zniknął z magii tajemniczego czaru. Ją
i wspólników, którzy dokonali z nią tego nikczemnego czynu skazano na dożywocie w Azkabanie.
  Luna wstała i zabierając swój szalik również w barwach triumfującego domu wyszła z Wielkiej Sali. Szatyn spojrzał w górę na piękne słoneczko przebijające się przez błękitne, jak woda niebo. Westchnął. Po jego głowie krążyły setki pytań. W tej chwalebnej łepetynie pytania toczyły wojnę z odpowiedziami. Longbottom siedział tak, siedział aż do wieczora i jeszcze by siedział gdyby nie Dean, który pofatygował się pójść po niego.
                                                                          ***
  Mecz był taki jak zwykle... Gryffindor znowu wygrał! Może i Neville powinien się cieszyć, powinien być zadowolony, ale nie. Coś w nim pękło, gdy Potter złapał tą latającą kulkę, zwaną zniczem. No właśnie... czemu Potter?! Odpowiedź sama nasuwała się mu na język - Ach... tak ten SŁYNNY Potter, ten wybraniec. Jego zawsze brali to takiej roboty.
  Gdy tak rozmyślał ktoś podszedł do niego. Była to dziewczyna, której włosy totalnie zasłaniał ogromny lwi czerep, który straszył pierwszoroczniaków.
  Neville i Luna, bowiem to była ta dziewczyna z lwim łbem przytwierdzonym do głowy, która uczyniła tak niecny czyn zasłaniając Neville'owi widok na boisko wpatrywali się w swoje oczy dość długą chwilę; Chłopak w duże, niebieskie oczy, dziewczyna w małe oczka o czekoladowym kolorze.
  Chłopak odezwał się jako pierwszy:
- Cześć.
- Hej.- odpowiedziała marzycielskim głosem
- Cz..czy chciała...łałała...byyyś wyjśśśśććććć zee mną..ą jutro ddo Hoggsmaaaaadeee?- zapytał jąkając się chłopak, bowiem pod spojrzeniem tych wielkich oczu roztopił się całkowicie.
- Z wielką chęcią. - odparła płeć piękna, która tak bardzo się Neville'owi spodobała.
  Uśmiechnęła się i tanecznym krokiem znikła z trybun.
                                                                           ***
  Rano Neville po nieprzespanej nocy zwlókł się z łóżka i wyruszył do Hogsmade. W kwiaciarni kupił bukiet błękitnych lilii. Podziękował sprzedawcy i wrócił do zamku niesiony lekkim wiatrem. Popędził do dormitorium Luny. (Musiał przejść przez pół zamku, bowiem jej wieża znajdowała się daleko.) Gdy w końcu dotarł tam z owego człowieka zostały wyciśnięte już siódme poty. Zapukał do drzwi. Luna otworzyła mu. Była piękna; jej blond włosy kaskadami opadały na jej plecy, szata była wyprasowana.. Neville powiedział jej to; roześmiała się. Wyjął zza pleców kwiaty.
- Oto cudowne lilie dla ślicznej dziew...
 Nie dokończył. Luna podbiegła do niego i przytuliła. Trwali tak, przytuleni. Mogli trwać wiecznie.

1 komentarz: